wtorek, 11 lipca 2017

Zwiedzamy Drezno - dzień pierwszy

co zobaczyć w Dreźnie
kwiecień, 2017


Niezbyt interesowałam się tym, co można zobaczyć za naszą zachodnią granicą. W sumie nawet nie wiem dlaczego. Może to przez niechęć do języka, który brzmi dla mnie jak zgrzyt kamieni między zębami? Ciężko, nieprzyjemnie, niemelodyjnie. Może zakochana w Hiszpanii trudniej otwieram się na inne miejsca? Nie wiem. Serio.

I nagle wylądowaliśmy w Dreźnie. Trochę z przypadku, trochę ze złości na to, że wszystko idzie nie tak i potrzeba szybkiego resetu myśli wygnała nas z domu. No i także dlatego, że ktoś kiedyś wspomniał, że to piękne miasto. A my lubimy piękne miasta. Takie, w których za każdym rogiem kryje się coś intrygującego.


Był gorący kwietniowy dzień (tak, były takie!), krajobrazy mijane po drodze zachęcały do postoju i jeszcze nie dojechaliśmy na miejsce, a ja już miałam kilka pomysłów na przyszłe wycieczki. Po drodze zatrzymaliśmy się Muzeum Karola Maya w Radebeul, a ja do dziś nie mogę sobie darować, że przy tej okazji nie zwiedziliśmy miasta. Czekało jednak na nas Drezno, miasto-perełka w moich wyobrażeniach i miasto-perełka w rzeczywistości. Miejsce, które absolutnie nie rozczarowuje. Zachwyca tak w dzień, jak i w nocy. 




Ledwie wtoczyliśmy się samochodem do miasta, a ja już chciałam przystanąć. Nadrzeczne tereny kusiły obietnicą udanego spaceru. Ludzie w okolicy mieli tyleż samo kółek co nóg. Jako piechur czułam się wybrakowana i złożyłam sobie obietnicę zwiedzania Saksonii na rowerze. Region do tego jest stworzony, wymarzony, idealny, pocięty ścieżkami rowerowymi kusi młodych i starszych rowerzystów. Pędzą więc całe rodziny, od seniorów po maluchy. Te najmłodsze jeszcze w dziecięcych fotelikach, ale już niedługo dołączą do roześmianych peletonów. 




Jeśli zakochałam się w mieści na progu, ledwie w drzwiach rzuciwszy okiem na wnętrze, to co będzie dalej? - myślałam pozwalając słońcu tańczyć po bladej skórze córki przysłowiowego młynarza.




Drezno to miasto z trudną historią, w którą aż trudno uwierzyć, gdy spogląda się na przepiękną architekturę miasta. Wspomnienia o położonym nad Łabą grodzie sięgają początków XIII wieku. W V wieku pożar strawił drewnianą zabudowę, w miejscu której powstały budynki murowane. Nie będę Was zasypywać faktami historycznymi przeczytanymi w przewodniku i przeskoczę od razu do wieku XX, kiedy to nazizm miał się dobrze, a w noc kryształową spłonęła drezdeńska synagoga. Ostatecznie zabytkowe centrum w stertę gruzu zamieniły wojska alianckie i choć postawiona na nowo zabudowa robi dziś niesamowite wrażenie, to wciąż trwają pracę nad rekonstrukcją wielu budynków. 





Nocowaliśmy w Novum Hotel wprawdzie niezbyt blisko centrum (na Bonhoefferplatz 13), ale za to w niskiej jak na niemieckie warunki cenie, z możliwością pozostawienia samochodu bezpłatnie gdzieś w pobliżu (w naszym przypadku to "gdzieś" mieściło się tuż pod drzwiami budynku), bliskością tramwajów, świętym spokojem (mieliśmy pokój od strony podwórka), ładną okolicą (w pobliżu jest całkiem przyjemny, niewielki park) i odległością od najważniejszych atrakcji, którą można spokojnie przebyć spacerem w pół godziny. 






To ostatnie sprawdziliśmy chwilę po zameldowaniu, uznając, że najciekawsze przechadzki wiążą się zwykle z tymi, które nie wiodą między topowymi atrakcjami, a błąkaniem się po zapleczu.





Szliśmy w zasadzie "na czuja", mniej więcej wiedząc gdzie też może być centrum. Powracająca bryczka zdawała się potwierdzać słuszność obranego azymutu (ewentualnie sugerować, że idziemy w przeciwnym kierunku, ale wierzyliśmy w to, że aż tak nieogarnięci nie jesteśmy).







W końcu dokicaliśmy do teatru, a później...




...ach, och i ojej!




Światło słoneczne nie było już tak silne, więc Zwinger zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie, niż gdybym była tu o innej porze. Na zdjęciach tego nie widać, ale wierzcie mi - było magicznie.




Ta barokowa budowla powstała w XVIII wieku i choć mogłoby się wydawać, że jest idealnym miejscem mieszkalnym, to nigdy takiej funkcji nie pełniła. Mieściły się tu i nadal mieszczą rozmaite wystawy dzieł sztuki czy kolekcji porcelany.

Obecnie w Galerii Starych Mistrzów możecie obejrzeć obrazy z kolekcji Augusta Mocnego i jego syna Augusta III. Na zwiedzających czekają m.in. Madonna Sykstyńska Rafaela, Autoportret z Saskią Rembrandta czy Dziewczynkę czytającą list przy otwartym oknie Vermeera.

Kolekcja porcelany liczy ponad 20 tys. eksponatów (podobno jest drugą, po stambulskiej, największą kolekcją tego typu na świecie), wśród których znajdziecie m.in. wyroby z Miśni.

W budynku z inicjatywy Augusta Mocnego powstał Salon Matematyczno-Fizyczny, w którym można obejrzeć przyrządy związane z naukami ścisłymi. Zwiedzanie wnętrz zostawiliśmy sobie na inny raz, a tego dnia cieszyliśmy się ładną pogodą i urokliwym dziedzińcem z czterema fontannami.








Posiedzieliśmy chwilę przy jednej z fontann, pokręciliśmy się po dziedzińcu, porobiliśmy trochę zdjęć i ruszyliśmy dalej, w stronę Łaby. Tak trafiliśmy Plac Teatralny, który znajduje się między Zwingerem, kościołem katedralnym Trójcy Świętej...




...i gmachem Opery Sempera. A konkretnie czwartym gmachem, bo ten skończony w 1841 roku spłonął po 28 latach, następny był prowizorycznym budynkiem tymczasowym, a kolejny zniszczyło wspomniane już bombardowanie.




W centrum placu w bezruchu zastygł siedzący na koniu król Johann von Sachsen.




Normalnie ruszylibyśmy od razu w stronę kościoła i zamku Wettynów, który przez ponad osiem wieków przechodził kolejne rozbudowy, aż w końcu w lutym 1945 roku zamienił się w górę gruzu, zbombardowany przez aliantów, strawiony przez pożar. Dopiero stosunkowo niedawno, bo w 2004 roku odbudowano go na tyle, żeby udostępnić go zwiedzającym.




Ale normalnie nie było, bo pragnienie dawało o sobie znać, woda nam się skończyła, a sklepy spożywcze były uprzejme otworzyć się dla nas dopiero następnego dnia. Ot, niedziela.




Można więc było o suchym pysku podziwiać nabrzeże...




...lub karmiąc się miłością wziąć udział w tej naiwnej, acz uroczej, tradycji wieszania kłódek na moście...




...ale my postanowiliśmy poratować się tym, co było łatwiej dostępne niż butelka wody. Wiatr we włosach, słońce na niebie, kubek piwa w dłoni. Chwilo trwaj!




Jeśli towarzyszyło nam zmęczenie, to zniknęło po kilku łykach. Z nowym zapałem ruszyliśmy na drugi brzeg rzeki. Pierwszy drewniany most w tym miejscu powstał w 1070 roku. Most Fryderyka Augusta zbudowano na początku XX wieku, ale i on nie przetrwał nalotu aliantów. Ten obecny liczy niespełna siedem dekad.




Drezno zwiedzaliśmy nieśpiesznie. Bez parcia na odhaczanie kolejnych zabytków. Podziwialiśmy panoramy i fasady, odpoczywaliśmy nad Łabą gapiąc się w niebo lub nurt rzeki. Takich jak my, było sporo. Dzieciaki ganiały to za sobą, to za piłką. Ktoś czytał książkę, ktoś inny na chwilę zeskoczył z roweru, by posiedzieć na brzegu. Niemiecki mieszał się z językami z różnych stron świata. Jakaś azjatycka para przytulała się do siebie, a parę metrów dalej grupa mężczyzn o bliskowschodnich rysach pochylała nad grillem. Znaleźliśmy swój kawałek trawy. Niby wśród ludzi, a zupełnie bez poczucia przytłoczenia. Mogłabym tak siedzieć godzinami, ale w końcu zwyciężyła chęć przespacerowania się choć kawałek wzdłuż rzeki.












Nim całkiem zaszło słońce, przeszliśmy z powrotem koło tych pocztówkowych zabudowań. Katedra Trójcy Świętej, zwana też Kościołem Dworskim, jest największym kościołem Saksonii.




Drezdeńskie plenery przyciągają młode pary. Efekt sesji zdjęciowej w takim miejscu musi być niesamowity.




Nawet bezchmurne niebo w czasie zachodu słońca prezentuje się magicznie.



  



Byliśmy już nieco głodni, ale nie mogliśmy sobie odmówić jeszcze króciutkiego spaceru wzdłuż brzegu. 






Spacer nie trwał długo. Skierowaliśmy się w stronę Nowego Rynku, gdzie zamierzaliśmy poszukać czegoś do jedzenia.





Nasz wybór padł na restaurację Edelweiss oferującej kuchnię szwajcarską. Na stół wjechało coś w rodzaju mielonych, a towarzyszący im słodko-kwaśny zestaw (od białej kapusty po słodki mus z jabłek i dyni) wspaniale komponował się z mięsem. Do tego piwo i byliśmy w raju.






Z pełnymi żołądkami ruszyliśmy na nocy spacer po znanych nam już zakątkach. 











Szkoda, że brak statywu nie pozwolił mi na zdobienie dobrych nocnych zdjęć. Trochę w fotografowaniu pomogły rozmaite murki, do których, jak widać poniżej, mocno się przywiązałam. I nie, to nie jest efekt nadmiaru piwa, a próba nocnego fotografowania bez użycia statywu.




I dopiero, gdy niektórzy zaczęli wyglądać niewyraźnie, pomyśleliśmy o powrocie do hotelu.




To nie było tak intensywne zwiedzanie, jakie uskuteczniamy zazwyczaj. I jakoś wcale mi nie żal, że odpuściliśmy zwiedzanie muzeów czy kościołów. Na to przyjdzie jeszcze czas.


Zobacz też:



12 komentarzy:

  1. Ja jak zwykle zazdroszczę. A na zdjęcia się nie mogę napatrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :D Faktycznie, pod koniec wyglądałaś bardzo niewyraźnie:D Jak zwykle świetne fotki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo fotograf niewyraźnie mnie widział. :D

      Dzięki!

      Usuń
  3. Byłam wieki temu - jako dziecko z tatą :) Z całego wyjazdu pamiętam tylko lody, których nie mogłam dojeść,a bardzo się starałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musiała być wyjątkowa porcja lodów, skoro tak utknęła Ci w pamięci. :D

      Usuń
  4. Czasami po prostu wystarczy spacerować po mieście i chłonąć jego niezwykłą atmosferę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, coraz częściej się o tym przekonuję. :)

      Usuń
  5. Byłam w Dreźnie już dawno, zauroczyło mnie to miasto. Chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić!

    OdpowiedzUsuń
  6. Lepiej wracać do hotelu jak zaczyna się robić niewyraźnie :D Czuję, że zakochałabym się w Dreźnie, bo uwielbiam takie nadrzeczne miasta. Mogłabym spędzać tam każdą wolną chwilę. Niestety w tym mieście jeszcze nie byłam, bo jakoś tak znajduje się po drugiej stronie Niemiec. Muszę kiedyś nadrobić tamte okolice :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daję sobie łeptynę uciąć, że się zakochasz! Musisz koniecznie nadrobić, a ja też mam nadzieję wybrać się do Saksonii ponownie. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...